Doprawdy trudno nam niekiedy ocenić, jak bardzo
frapującą opowieść mamy w zanadrzu, w pamięci
swojej wciąż żywej... Zdarzenia, nazbyt czasem
w mit urastające, gdy się chce opisać, wyjaśnić,
stają się blade, wątłe i małej wagi. Stąd wahania,
które targały mną od lat bez mała: czy o podróży
mojej przedziwnej w ogóle wspominać.
Dość dawno temu odnalazłem w swoim domu pewną
osobliwą pamiątkę, którą pozostawił mi krewny
- Ruphus Routeless. Z początku zainteresowanie
moje było znikome, gdyż spodziewałem się znaleźć w
zdobionej szkatułce raptem talię kart, kilka niepasujących
do siebie guzików czy sprzączek (o Ruphusie wiedziałem tylko tyle,
że był, skoro więc pozostawił dla mnie pamiątkę - uznałem, że to coś
przypadkowego). Było jednak zgoła inaczej - wewnątrz znajdował się list
oraz kilka dziwnych przedmiotów...
Od pierwszych słów listu nie opuszczało mnie przekonanie,
że ani to przypadkowa pamiątka, ani miniona historia; Ruphus pisał:
[fragment scenariusza]
|