Poznań, dnia 9 maja 2006 roku

RECENZJE - OPINIE NA GORĄCO:
YMAKRAPE (liborete "Biblioteka")

Zamieszczamy recenzję nadesłaną przez życzliwego widza, z premiery spektaklu, który odbędzie się 21 maja 2006.

  Wywiad z redaktorem S.(1,5 Mb)

Z recenzji nadesłanych:

Teatralne faax pas
(ymokrape coś tam... 21 maja 2006 Teatr U Przyjaciół)

Wygląda na to, że bezpowrotnie minęły wspaniałe czasy przejrzystości, klarowności i wyważonych scen. Widz, niegdyś niemal święty, siadywał na widowni w wygodnym fotelu, pałaszował smaczny makaron, popijał chianti i oglądał (z należytym dystansem znawcy) przedstawienia. Zaśmiewał się od czasu do czasu, niekiedy zrywał beret z rozpalonej głowy i entuzjastycznie skandował, miał bowiem określoną intelektualną przewagę nad tym, czego doświadczał. To jednak przeszłość. Dziś przyszło mi zmierzyć się z tworem (jakże charakterystycznym dla współczesności), którego nie tylko pojąć się nie da, ale wręcz zaakceptować nie sposób - byłem widzem "Biblioteki"... Przede wszystkim stałem przez cały spektakl (sic!) w przestrzeni strychu o drażniącym klimacie (żeby choć mały taborecik, albo jeszcze jedna taka skrzynka, na której sobie przytomnie przysiadł pewien wyglądający znajomo duży, ekscentryczny jegomość). Jednak zanim się wszystko zaczęło - uderzyłem się w zwisającą z dachu szufladę (doprawdy bałagan tam panował niesłychany - myślę nad wystąpieniem o odszkodowanie!). Widzowie równie zdezorientowani snuli się między różnymi przedmiotami i księgami (wielość języków w księgach odbieram jako karygodny tupet teatru), próbując wczytać się w teksty, które nabyli wraz z biletem.




("SZUFLADKA UDERZAJĄCO TRAFNA" - fot.E.Ornoch)

Tu kolejne kuriozum. Książeczka z jakimiś dziwacznymi fragmentami w niczym nie przypominała normalnej lektury. Dziwaczne, niespójne i nieczytelne brednie o nieprzyzwoitych postaciach niewiedzących, czego chcą. Ponadto znów ta manieryczna wielojęzyczność (już nie chciałem dociekać, ale pewnie było tam mnóstwo błędów, zwłaszcza w zapisie jugosłowiańskim) i jeszcze całe mnóstwo złośliwych aluzji do szanowanych działaczy społecznych czy politycznych. Jeśli już o aluzjach - cały spektakl (a książeczka przede wszystkim) to jedne wielkie szyderstwo (Pani Antonina z Czytelni omal nie zemdlała). Podobieństwa do znanych osób są z pewnością nieprzypadkowe, teksty ordynarne (i źle napisane), a już te hophopowe brzdęki - żałosne! Przez cały czas trwania tego tworu miałem nieodparte wrażenie, że to jakaś próba do próby, albo coś takiego. Jedynie stroje były interesujące (przypominały te z niedawno wystawianej przez Maestro Warzywo Calineczki). Nie czas i miejsce na dłuższe wywody - po cóż nobilitować coś, co na uwagę porządnego widza nie zasługuje. Jako krytyk wysokiej próby (ale przecież także widz) dodam na koniec, że czuję się źle potraktowany, rozdrażniony i zniesmaczony. Cóż się jednak dziwić, skoro niektórzy wolą szokować i epatować kiczem zamiast usiąść i przeczytać choć jedną książkę...

O tempera amores!


Redaktor Sławomir Snop (krytyk)

(redaktorsnop@gazeta.pl)
  Wypowiedź znanego bibliofila, prof. Sigmunda Sghreetta ! (0,8 Mb)

  Wywiad z Heliodorem B., znanym choreografem i stylistą ! (1,3 Mb)

  Opinie po premierze Ymakrape !(1,5 Mb)

YMAKRAPE (LIBORETE "BIBLIOTEKA") PREMIERA 21 MAJA 2006 


LISTY DO REDAKCJI:
                                                                                                                                      
PO RECENZJI PANA R. SNOPA NAPŁYNĘŁO WIELE LISTÓW DO REDAKCJI NASZEGO "KURIERA TEATRALNEGO".


dodano 15.05.2006

(wierna.fanka@wp.pl)

Pańska miażdżąca recenzja oraz wypowiedź na temat spektaklu "Biblioteka" zmuszają mnie do natychmiastowego odzewu.
Po pierwsze: mnie się tam podobało. Mi w szkole cały czas mówili, że konwencja jest zła, że tendencja jeszcze gorsza, no i wreszcie coś nowego zobaczyłam. Ten brak krzeseł to fantastyczne rozwiązanie. Ja to nawet, proszę pana, odczytuję jako symbol nihilizmu dzisiejszego świata (do zgłębiania tego zagadnienia polecam szczególnie film "Big Lebowski")! Tak, dzisiejszy człowiek nic nie rozumie, w nic nie wierzy, w ogóle wielkie NIC. Przychodzę na spektakl i też nic - to ważne przesłanie. Wnioskuję, że pan nie zrozumiał sztuki.
Po drugie to naprawdę nie mogę się zgodzić co do zastrzeżeń wobec scenariusza. Spektakl jest kierowany do ludzi inteligentnych i wykształconych, inaczej zrozumieć się ni jak nie da. Swego czasu studiowałam dialekty tajskie i wietnamskie i mogę śmiało oświadczyć, że Ymakrape to nie jest przekleństwo, ale specjalność kulinarna tamtejszych regionów, czyli psia parówka. I tu już nic nie powinno sprowadzać pana na interpretacyjne manowce, gdyż chodzi oczywiście o okrucieństwo ludzi wobec zwierząt. Zresztą, w ostatniej scenie dobrze widać, jak oni nerwowo szukają idealnego przepisu w tych swoich kulinarnych księgach. Bochaterowie ociekają obłudą - niby to ogródek, roślinki, ale przebiegły widz i tak się wszystkiego domyśla.
Spektakl był nasączony różnymi motywami literackimi, co wzbogacało tylko jego głęboką wymowę. W Postaci Wymachującej Siatką na Motyle rozpoznałam (trafnie, jak mniemam) pana Kleksa, natomiast zupełnie z prawej strony bez wątpienia siedział Faust. Czyż to nie genialne połączenie? Najwięksi alchemicy światowej literatury tuż obok siebie! Tego nikt nie dokonał! Nie do końca potrafię odczytać znaczenie urządzenia na korbkę (obok Fausta), pamiętam jednak z lekcji języka polskiego coś jak deus ex machina - to zapewne TA machina.
Mam tylko jedno zastrzeżenie: myślę, że scena na dole nie oddaje realiów polskich bibliotek. Na przykład ja sama często chadzam do wypożyczalni publicznych, gdyż od dwóch lat czekam na jedyny egzemplarz pewnej książki (ale tylu czytelników), więc mogę zaobserwować wiele rzeczy. Panie bibliotekarki w mojej bibliotece wcale nie są niemiłe - czasem odpowiadają dzień dobry, nieco rzadziej do widzenia, a przed świętami to nawet się uśmiechną do człowieka! Scena ta jest bardzo krzywdząca.
Podsumowując spektakl bardzo ciekawy i wart obejrzenia. Cieszę się, że powstają nowe nurty , nowe pomysły, świeżość w sztuce!
Z poważaniem - Wierna Fanka Teatru U Przyjaciół
PS. Chciałam jeszcze tylko prosić obsługę techniczną o włączenie ogrzewania podczas spektaklu. Przez 40 minut można się naprawdę zaziębić, a aktorom też nieprzyjemnie się gra w takim chłodzie.


dodano 21.05.2006

(stopklatka3@o2.pl)

Panie Redaktorze!

Bardzo mnie zdziwił pański tekst na okładce programu spektaklu Teatru u Przyjaciół... Szczerze przyznam - nie kojarzę pana z żadnego pisma, a już tym bardziej z Wyborczej. Może jestem niezorientowana. Ośmielam się jednak zauważyć, że popełnił pan kilka błędów w swojej recenzji. Po pierwsze chyba stanie na spektaklu to już nie nowość i żaden tam brak szacunku - już mnóstwo spektakli tak się odbywa (na Malcie pan był choć raz?!). Po drugie scenografia akurat mnie się bardzo podobała - trzeba uważać na głowę i nie tylko. Po trzecie: te obcojęzyczne wstawki to się panu całkiem nie udały: "fo pa" chyba pisze się inaczej, a już na pewno: o tempora, o mores! Chyba ten krytyczny ton się również do pana odnosi. Swoją drogą dziwię się Teatrowi, że zamieścił taki tekst na swoim programie. Nie chce mi się wierzyć, że nie dostrzegli błędów. Mnie się tam spektakl podobał i pewnie pójdę raz jeszcze. Panu polecam chodzenie na inne spektakle jak najczęściej, bo wyobrażenie o teatrze ma pan trochę wypaczone. (a skąd pan wziął ten makaron i "chianti"? sprawdzałam - nie znalazłam, gdzie tak było!)

Pozdrawiam Marzena


dodano 22.05.2006

(redaktorsnop@gazeta.pl)

Drodzy państwo

Doszły mnie słuchy, że zamieściliście państwo moją recenzję w programach spektaklu. Chciałbym podziękować, bo jak rozumiem szanujecie państwo mój głos krytyczny. Być może wypowiedziałem się zbyt emocjonalnie, ale lepiej mieć świadomość pewnych niedociągnięć. Jako krytyk przyznaję, żę jest to świadectwem państwa profesjonalizmu - zaufanie do autorytetów. Proponuję więc, skoro już wypowiadam się na ten temat, zmienić repertuar, sięgnąć po jakiś klasyczny tekst i uszanować tym przyszłego widza. Może na początek "Czekając na Golgota" znanego wszystkim niemieckiego dramaturga - nie aż tak trudne, a przecież ambitne i z przesłaniem. Proszę rozważyć - to tak z życzliwości. Oczywiście czuję się zaproszony. Proszę nie dziękować i spokojnie, pieczołowicie szkolić warsztat - wszak festyna lęte, jak mawiali dziadowie.

Pozostaję z szacunkiem.

Redaktor Sławomir Snop (krytyk)



castells@tlen.pl>

Drodzy Przyjaciele !
Droga Pani Marzenko!

Nie mogę dłużej milczeć! To uczucie we mnie wezbrało, muszę dać mu opust!

Nareszcie głos rozsądku w tej żenującej dyskusji! Przyłanczam się w całej rozciągłości do Pani celnie trafnych komentarzy. Jakaż to hańba dla teatralnego piśmiennictwa krytykańckiego w Polsce, że słowa tak oszczercze, tak bulwersujące, tak niegodne wyklepały się spod klawiatury redaktora S.
Apeluje!
Ludu! Ukrócić samowolę recenzorską takim i temu podobnym grafomanom!!
Przyjaciele bibliotek - Przyjaciele Przyjaciół - zewrzyjmy szeregi. W kupie siła! Na pohybel niedouczonym, domorosłym pisarzynom, na pohybel sfrustrowanym malkontentom!
Redaktor S. już niejednokrotnie dawał Nam Wszystkim bardziej niż oczywiste dowody swojej całościowej indolencji, ignorancji i braku jakikolwiek kompetencji [jak on się dokulał na ten strych...!?] Panie S. - popełniona przez Pana recenzja (pożal się boże) nie tyle jest najeżona "kilkom błędami" [kolokwialnie mówiąc: jak dobra kasza ze skwarkami] - jak tu koleżanka jaśnie odkrywa - ale jest jednym, wielkim skwarkiem! Jest jednym, wielkim błędem!
To jakieś nieporozumienie, żenujące faax pas (że posłużę się Pańską retoryką. pewność będę miał tedy większą, że może Pan coś z tego zrozumie) Niedojda jedna [z drugą], nieudacznik! Beket wcale nie był Niemcem. I kobieta tez nie był. I to dlatego go Wanda nie chciała. A nie, że Niemiec
Przyjaciele.
Zachowajmy czujność!
Spisek, prowokacja, sabotaż - to brutale chwyty tych, w których interesie leży żeby pewnych faktów nie ujawniać. A redaktor S.? Pytam! Czyż nie jest tak, że redaktor S. należy do grupy trzymającej te interesy !? I nie w sukurs mu ujawnienie jedynej i sprawiedliwej prawdy.
Szanowni Przyjaciele, rozumiem jakiś akceptowalny ogólnie poziom samokrytykancyzmu - ale zamieszczanie takich bzdur na programie to [za] daleko idąc nadgorliwość. Jesteście fajni, przedstawienia macie po byku, w ogóle dajcie rade. Klocki na wypasie, saund daje czadu, koncept jest i każdy sobie coś tam dla siebie wygrzebie. Kiecki też robio wrażenie. Instrumenty macie oryginalne wielce. Choć mnie tam osobiście brakowało takiego klarneciku. Przedstawienia mi się bardzo podobają i zachęcam Wszystkich do ich oglądania! Są na prawdę super. Ja tam na pewno będę chodził często, bo recenzje takiego S. mam na nic.
Tylko, tylko...
Te mondre głowy co to gadają z tego pudła w poczekalni - to też jakaś ściama. Co to za autorytety!? Się debile wymandrzają. Kto ich do głosu w ogóle dopuścił !? Takich też pozamykać i na Madagaskar razem ze Snopem [na głowie]. Eksperty - specjalisty [gówni] się znalazły, rozumy pozjadali wszystkie. Nieroby. Zwłaszcza ten fizolof od hooreografii, znawca się znalazł. Też mu coś tam co chwila nie pasuje. A kto mu tam karze przyłazić!? Niech siedzi w domu i se grzywę modeluje, albo u fryzjera przedziałek !
Trzymam za Was kciuki Przyjaciele! Życzę kolejnych spektakularnych sukcesów !
Specjalne pozdrowienia dla Pani Marzenki !!


Oddany widz
Brajan

PS. no, no, no... ja też nie zauważyłem makaronu i kianti, to o co chodzi? PPS. Nie znam żadnego Maestro Warzywo, a obeznany jestem w dramatycznością współczesności wielce i Calineczki też ostatnio nikt znamienity ani nieznamienity nie wstawiał - no to co Pan zmyśla, co !? Porządnego widza w błąd wprowadza, no.... PPPS: a ten taboret to ja Panu zabrałem - i przyznam, że siedziało się na nim bardzo wygodnie!



LINK DO INFORMACJI O SPEKTAKLU
YMAKRAPE (LIOBRETE "BIBLIOTEKA")
www.uprzyjaciol.pl

Spis Treści Kuriera Teatralnego
XHTML 1.0